Jest bardzo, bardzo przerażona, ale wygląda na to, że zdrowa. Znalazłyśmy ją z Szyjką na Lublinku. Zakładam, że 1) ktoś ją zabrał na niedzielny spacer/piknik i dała nogę, albo 2) ktoś "uwolnił orkę", bo mu zbyt uciążliwą była, ale to raczej świnia, nie człowiek był. Koszatniczka nazywa się chwilowo LuLu i jest do wzięcia. Ktoś zainteresowany? Koszatniczki są zwierzątkami stadnymi, potrzebna jest jej koleżanka, a przy naszym Killer Bunny chyba nie damy rady obsłużyć trzech potworów. Czekamy na kogoś z dobrym sercem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz