niedziela, 3 lipca 2011

Łowiczanka jedna...


Pochmurny, niedzielny poranek, leje jak z cebra. Maua podeszła do sprawy ambicjonalnie i skoro obiecała to i pojechała na warsztaty łowickie z Mua. No i chyba jej się spodobało, bo stworzyła swoją pierwszą trully łowicką wycinankę, z kogutami, kolorową, wypasioną. Ta druga to z kolei moja ulubiona. Trochę jak teatr cieni, i trochę bardziej pasuje do naszego mieszkanka. Może stworzę coś odpowiedniego i powiesimy na ścianie...
A, zapomniałabym! W czasie gdy Maua wycinała, ja próbowałam swoich sił w hafcie maszynowym (bez oszałamiających rezultatów) i garncarstwie. To COŚ ... jest moje i już. Mój pierwszy dzbanek, bez ucha. ;)




sobota, 2 lipca 2011

Decoupage - zabawa trwa :)

To pudełko powędruje do gabinetu pewnej Pani, w nadziei, że trochę umili jej życie, dzięki czemu spojrzy na nas okiem przychylniejszym i nawet czasem się uśmiechnie :)
Do kompletu segregator z tym samym motywem - wkrótce...



Ni mniej, ni więcej tylko "herbatnik" dla Madam Moniki Sz. :)
Podobał się. To najważniejsze.




Na stole czeka kilka rzeczy do szlifowania, coś tam do lakierowania, niektóre trzeba pobejcować. iKamyk, jesteś wielka! Zaraziłaś mnie czymś tak użytecznym ;)