No właśnie. iKamyk to zupełnie osobna historia. To przez nią, przez nią ten post :)
Właściwie powinnam powiedzieć - dzięki niej :*
Zaczęło się od "próby" dla Lubego:
Potem było "Ja Ci pokażę!" (tea box dla Wierz-mi-nie)
Z rozmyślaniami...
Tak?...
...czy tak?
Half-way between the gutters and the stars :)
Ciąg dalszy niebieskości (dlaczego nie sfotografowałam tej misy przed?! Wyglądała absolutnie koszmarnie - żółto-winogronowa, ble!)
Wszystkie twory w tym poście to etap pośredni. Lakierowanie nastąpi później, jak się uzbiera. Po co dwa razy pędzle brudzić i dwa razy je myć. Zrobi się bałagan raz, a porządnie :)
Produkt finalny pojawi się z pewnością w lepszej oprawie, nie marne SE Satio 12 mpix.
A na deserek "tworzywko" Mauej mej :*
pięknie. cudnie.
OdpowiedzUsuńcieszę się bardzo, że temat się rozwija :)
ja nad swoim jeszcze pracuję, bo jak zwykle
porozpoczynałam w tym czasie jeszcze pięć kolejnych rzeczy - tak mnie porwało... ;)